Przez ostatnie dni prawie zamieszkałam w kuchni- na szczęście z każdej opresji wyszłam cało. A wpadek kulinarnych zaliczyłam mnóstwo... do sernika zapomniałam dać rodzynek, pasztet się rozleciał przy wyciąganiu z foremki, bułeczki na śniadanie wielkanocne nie chciały się lepić, spaliłam spód biszkoptowy do jednego z ciast, babeczki opadły, do barszczu zapomniałam dodać jajek... Było wesoło. Z tego wszystkiego nie dałam rady wejść tutaj aby złożyć życzenia. Składam je więc dzisiaj.
Wiele radości, rodzinnej atmosfery, spotkań w gronie najbliższych nie tylko od święta. A z okazji dzisiejszego Dyngusa wspaniałej zabawy- patrząc za okno, podejrzewam, że część z Was z pewnością będzie miała ubaw lepiąc zajączki ze śniegu...
Powyżej wreszcie dokończona wiosenna serwetka Renulkowa- mniejsza od oryginału, ma tylko cztery rzędy. Idealnie pasowała mi do koszyka. Niestety, przejechała ze mną mnóstwo kilometrów komunikacją miejską i podczas jednej z podróży doszło do bliskiego spotkania z sokiem truskawkowym. Plamy ciężko było się pozbyć, serwetka musiała spędzić całą noc w odplamiaczu i z delikatnego ecru została idealna biel. Jak można się domyślić, nie pomogło mi to w nadawaniu jej sensownego kształtu. Cóż, przerzucę się chyba na wodę mineralną. ☺
Serwetka bardzo urocza!
OdpowiedzUsuńWesołych Świąt!
Dziękuję, na to, ile przeszła podczas podróży i cała noc w odplamiaczu wygląda całkiem przyzwoicie :)
Usuń